Budapeszt- miłość od pierwszego wejrzenia. :)
O Budapeszcie myślało się wiele razy: że trzeba tam pojechać, bo każdy (kto był) poleca, że w miarę blisko, że są bezpośrednie loty, że to piękne miasto ponoć, że to miasto w przyjaznym, póki co, Polakom kraju, itp., itd... Aż pewnego razu, dość spontanicznie, decyzja zapadła: jedziemy. Z pozytywnym nastawieniem, z naładowaną głową stosunkami polsko- węgierskimi po lekturze książek Elżbiety Cherezińskiej o Piastach ( nie po zamierzchłych lekcjach historii, niestety), wylądowałam na lotnisku Ferenca Liszta (przyjaciela i konkurenta Chopina) w Budapeszcie. Lotnisko jak lotnisko, podobne do każdego innego, trzeba odebrać bagaż i ruszać do miasta.:)
Kupiliśmy jedynie tygodniowe bilety uprawniające do przejazdów komunikacją miejską (ceny, rodzaje biletów i uprawnienia z nimi związane możecie sprawdzić na stronie: www.bkk.hu ) i w drogę. Do centrum Budapesztu ( Ferenciek tere) można obecnie dojechać linią autobusową 100E. Wcześniej doskonałym rozwiązaniem była linia metra M3 (obecnie remontowana) a którą jeszcze miałam okazję podziwiać. Podziwiać, bo warszawskie metro pachnie jeszcze nowością i wygrywa konkursy na najpiękniejsze stacje a ta węgierska (jak większość europejskich)- stara, często obdrapana, zużyta...
To, co zobaczyłam po wyjściu z metra, sprawiło, że z miejsca zakochałam się w tym mieście: słońce, zabytkowe kamienice i kościoły, wąskie uliczki, wszystko, co przywołuje tchnienie minionych wieków i nieśmiało tlącą się w umyśle myśl, że kiedyś mogła tak wyglądać Warszawa ( wszak była Paryżem Wschodu...).
Jak dojechać do Budapesztu?
Najszybciej i najwygodniej samolotem. Zresztą tę opcję polecam, bo szkoda każdej godziny w tym mieście straconej na rzecz podróży. Można też dojechać pociągiem, autobusem lub samochodem, ale wtedy wydłużamy czas podróży, choć zaniżamy koszty... Z tymi kosztami to jednak różnie bywa, bo upolowana fajna oferta lotnicza to czasem koszt biletu autobusowego (chyba najtańsza opcja w standardzie).
Gdzie spać?
Budapeszt to duże miasto, więc opcji jest masa: od hosteli i kempingów do apartamentów i hoteli pięciogwiazdkowych. Wystarczy wyszukać w necie to, co każdy z nas preferuje.
Gdzie jeść?
To już zależnie od preferencji... Można żywić się samemu ( duża część wynajmowanych mieszkań/ apartamentów ma własną kuchnię lub aneks), można korzystać z gastronomii miejskiej (miejsc do stołowania na pewno nie zabraknie a ceny podobne do polskich) lub wybrać noclegi z żywieniem (tylko ze śniadaniem lub całodziennym wyżywieniem).
Moim miłym odkryciem kulinarnym w Budapeszcie była kuchnia...żydowska.:) W mieście odnajdziecie drugą, co do wielkości, bożnicę na świecie- Wielką Synagogę. Część Budapesztu (tzw. Miasto Teresy), należała historycznie do ludności żydowskiej i to tu właśnie można odkryć smaki i zapachy tej kuchni. Wśród ruin starych domów, kamienic, pewnie też fabryk, powstały knajpki i modne miejsca, w których można dobrze zjeść i potańczyć. Miejsce ożywa, zdecydowanie, nocą. Przyciąga nie tylko turystów, ale też rzesze młodych ludzi, więc okazji do ciekawych spotkań na pewno nie zabraknie. Więcej o pubach w ruinach możecie poczytać i pośledzić na ich stronie facebook'owej - wystarczy, że znajdziecie profil Ruinpubs.
Wracając do kuchni- w Budapeszcie urzekła mnie kuchnia żydowska (bogactwem smaków, kolorów, mnogością dań) i nigdzie, nawet w samym Izraelu, to się nie powtórzyło.:)
Nie mogę pominąć też węgierskiej zupy gulaszowej, której jestem fanką. W każdym miejscu, do którego wstąpiłam, raczej jej próbowałam... Czasem kucharz ugotuje ją gorzej, czasem lepiej, czasem po mistrzowsku... Życzę Wam tylko tych mistrzowskich, ale w sumie każda wersja była ok. :) Zjadałam za każdym razem.:)
Koniecznie też musicie wstąpić na liczne targi i hale ze świeżymi warzywami oraz owocami, których jest kilka w Budapeszcie. Polecam dwa miejsca: Vásárcsarnok (można powiedzieć, że w centrum miasta) i hale targowe w dzielnicy żydowskiej. Urzeknie Was ta ilość barw, smaków, zapachów... No i jak smakują brzoskwinie...
Co zobaczyć?
Poniżej zamieszczam listę "top 10" ciekawostek Budapesztu. Lista jest, oczywiście, mocno subiektywna. Warto po prostu nabyć przewodniki i wybrać to, co lubicie.
1. Dunaj i ukształtowanie terenu miasta.
Budapeszt jest przepięknie położonym miastem. Jego ogromnym atutem jest rzeka Dunaj i liczne wzgórza, które nadają miastu jakiegoś uroku. Dużą przyjemnością było po prostu cieszenie oka tym naturalnym atutem. Można wybrać się w rejs Dunajem i podziwiać miasto z perspektywy rzeki, można przysiąść w którejś z knajpek nad wodą i obserwować rzekę oraz miasto sącząc napoje, można wdrapać się na któreś ze wzgórz i podziwiać panoramę miasta z lotu ptaka, można w końcu przekraczać rzekę przez kilka mostów a każdy z nich oferuje inny widok (oczywiście bardzo malowniczy).
2. Baszta Rybacka na Górze Zamkowej.
To fragment starych murów obronnych, które kiedyś należały w tym miejscu do cechu rybaków (stąd nazwa). Dziś Baszta to wspaniały punkt widokowy i piękna budowla sama w sobie. Niestety też bardzo popularna, stąd ciągle obecne rzesze turystów i amatorów fotografii, bo zdjęcia w tym miejscu wychodzą cudne. Nie lubię tłumów, ale warto je ścierpieć dla przyjemności zobaczenia Baszty.
3. Zabytkowy funikular na Górze Zamkowej.
To nic innego jak zabytkowa kolejka, którą można wjechać na Górę Zamkową. Ruszyła już w roku 1870 i do dziś wozi licznych turystów. Nie polecam wjazdu, bo więcej zobaczycie wchodząc na własnych nogach na tę niewielką górę, ale warto przyjrzeć się zabytkowym wagonikom i pomachać do podekscytowanych turystów w środku. :)
4. Fontanna króla Macieja Korwina na dziedzińcu Hunyadich (na Górze Zamkowej, blisko Zamku Królewskiego).
Fontanna przedstawia króla Macieja Korwina na łowach. Towarzyszy mu jego giermek, przewodnik i psy myśliwskie a po bokach siedzą: włoski humanista na dworze króla- Galeotto i Piękna Ilonka. Historia związana z dziewczyną jest dość smutna, bo zakochała się w spotkanym w lesie myśliwym (nie wiedząc, że jest królem Maciejem Korwinem). Kiedy odkryła prawdę (była prostą dziewczyną z ludu, więc ta historia nie mogła dobrze się skończyć), z rozpaczy pękło jej serce.
Dotknięcie ręki Galeotta gwarantuje sukces w pracy, dotknięcie zaś łapy leżącego u jego nóg psa- wierność partnera życiowego. Do fontanny wrzucają monety też ci, którzy żywią nadzieję na powrót do Budapesztu.
5. Kościół Skalny (Góra Gellerta)
Ten niezwykły kościół zbudowany jest na zboczu Góry Gellerta, kilkadziesiąt metrów nad poziomem Dunaju, w jaskini św. Jana. Niezwykła atmosfera tego miejsca skłania do kontemplacji a miejscem zarządzają Paulini (znani w Polsce z opieki nad Jasnogórskim Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej). W kościele można wypożyczyć audioprzewodniki w języku polskim , jak również zauważyć wiele symboli związanych z Polską.
6. Liczne kąpieliska Budapesztu.
Korzystanie z kąpielisk to właściwie jeden ze sposobów spędzenia czasu w Budapeszcie. Dla mieszkańców- normalna część dnia. Węgrzy, którzy też mają za sobą niełatwą historię, kulturę korzystania z kąpielisk odziedziczyli po Turkach, którzy swego czasu podbili ten kraj. Efekt jest taki, że w całym Budapeszcie nie brakuje zabytkowych kąpielisk, w których podczas zażywania leczniczych kąpieli (często wody termalne) podziwiać można turecką architekturę (szczególnie piękne mozaiki czy płytki). Osobiście polecam dwa kąpieliska: to słynne, kąpielisko Gellerta (budynek hotelu i kąpieliska zachwyca) i troszkę oddalone od centrum miasta kąpielisko św. Łukasza.
7. Parlament.
Budynek węgierskiego Parlamentu to największy gmach parlamentarny na świecie. Naprawdę robi wrażenie. Można go podziwiać z każdej strony, choć stanowi piękną panoramę z Mostu Małgorzaty lub z przeciwległego brzegu Dunaju. Powiem krótko: nie mogłam przestać pstrykać fotek. :)
8. Bazylika św. Stefana.
Węgrzy są dumni ze swojej Bazyliki, w której przechowują najcenniejszą dla siebie relikwię- Świętą Prawicę Króla Stefana. Znane i ważne na Węgrzech są procesje Świętej Prawicy (20 sierpnia), które przyciągają tłumy. Mnie urzekło miejsce zbudowania Bazyliki, która jest jakby wciśnięta między budynki placu, brakuje tu przestrzeni i odpowiedniej ekspozycji Bazyliki. Stąd pewnie miejsce zapada w pamięć a z antresoli w kopule Bazyliki roztacza się wspaniały widok na miasto.
9. Wyspa Małgorzaty.
To propozycja dla tych, którzy chcieliby na chwilę lub dłuższą chwilę odpocząć od zgiełku miasta. Długa na 2,5 km wyspa to rozległy park, gdzie można się przechadzać wśród średniowiecznych ruin, zielonych drzew, kwiatów. Można usiąść na trawie, na ławce i po prostu pochłonąć trochę natury, złapać trochę słońca. Można wypożyczyć tu rower czy czterokołowe wózków na pedały, dzięki którym można zjeździć całą wyspę bez wysiłku. Polecam, oczywiście, własne nogi. Wyspa nie jest aż tak duża, żeby się zmęczyć przemierzając ją pieszo.:)
10. Ruinpubs.
O tych knajpkach w dzielnicy żydowskiej wspominałam już przy okazji kuchni. Nie mogę ich jednak pominąć jako celu do spędzenia wieczoru czy nocy w Budapeszcie. Knajpki urzekają swoim położeniem- wśród ruin kamienic i budynków, świetnie jednak tam wpasowane i zaaranżowane. Zjecie tu i potańczycie. Niekoniecznie należy trzymać się jednego miejsca. Polecam zmienić miejscówkę kilka razy w ciągu nocy, łatwiej wtedy poczuć atmosferę tego miejsca.
Kupiliśmy jedynie tygodniowe bilety uprawniające do przejazdów komunikacją miejską (ceny, rodzaje biletów i uprawnienia z nimi związane możecie sprawdzić na stronie: www.bkk.hu ) i w drogę. Do centrum Budapesztu ( Ferenciek tere) można obecnie dojechać linią autobusową 100E. Wcześniej doskonałym rozwiązaniem była linia metra M3 (obecnie remontowana) a którą jeszcze miałam okazję podziwiać. Podziwiać, bo warszawskie metro pachnie jeszcze nowością i wygrywa konkursy na najpiękniejsze stacje a ta węgierska (jak większość europejskich)- stara, często obdrapana, zużyta...
To, co zobaczyłam po wyjściu z metra, sprawiło, że z miejsca zakochałam się w tym mieście: słońce, zabytkowe kamienice i kościoły, wąskie uliczki, wszystko, co przywołuje tchnienie minionych wieków i nieśmiało tlącą się w umyśle myśl, że kiedyś mogła tak wyglądać Warszawa ( wszak była Paryżem Wschodu...).
Jak dojechać do Budapesztu?
Najszybciej i najwygodniej samolotem. Zresztą tę opcję polecam, bo szkoda każdej godziny w tym mieście straconej na rzecz podróży. Można też dojechać pociągiem, autobusem lub samochodem, ale wtedy wydłużamy czas podróży, choć zaniżamy koszty... Z tymi kosztami to jednak różnie bywa, bo upolowana fajna oferta lotnicza to czasem koszt biletu autobusowego (chyba najtańsza opcja w standardzie).
Gdzie spać?
Budapeszt to duże miasto, więc opcji jest masa: od hosteli i kempingów do apartamentów i hoteli pięciogwiazdkowych. Wystarczy wyszukać w necie to, co każdy z nas preferuje.
Gdzie jeść?
To już zależnie od preferencji... Można żywić się samemu ( duża część wynajmowanych mieszkań/ apartamentów ma własną kuchnię lub aneks), można korzystać z gastronomii miejskiej (miejsc do stołowania na pewno nie zabraknie a ceny podobne do polskich) lub wybrać noclegi z żywieniem (tylko ze śniadaniem lub całodziennym wyżywieniem).
Moim miłym odkryciem kulinarnym w Budapeszcie była kuchnia...żydowska.:) W mieście odnajdziecie drugą, co do wielkości, bożnicę na świecie- Wielką Synagogę. Część Budapesztu (tzw. Miasto Teresy), należała historycznie do ludności żydowskiej i to tu właśnie można odkryć smaki i zapachy tej kuchni. Wśród ruin starych domów, kamienic, pewnie też fabryk, powstały knajpki i modne miejsca, w których można dobrze zjeść i potańczyć. Miejsce ożywa, zdecydowanie, nocą. Przyciąga nie tylko turystów, ale też rzesze młodych ludzi, więc okazji do ciekawych spotkań na pewno nie zabraknie. Więcej o pubach w ruinach możecie poczytać i pośledzić na ich stronie facebook'owej - wystarczy, że znajdziecie profil Ruinpubs.
Wracając do kuchni- w Budapeszcie urzekła mnie kuchnia żydowska (bogactwem smaków, kolorów, mnogością dań) i nigdzie, nawet w samym Izraelu, to się nie powtórzyło.:)
Nie mogę pominąć też węgierskiej zupy gulaszowej, której jestem fanką. W każdym miejscu, do którego wstąpiłam, raczej jej próbowałam... Czasem kucharz ugotuje ją gorzej, czasem lepiej, czasem po mistrzowsku... Życzę Wam tylko tych mistrzowskich, ale w sumie każda wersja była ok. :) Zjadałam za każdym razem.:)
Koniecznie też musicie wstąpić na liczne targi i hale ze świeżymi warzywami oraz owocami, których jest kilka w Budapeszcie. Polecam dwa miejsca: Vásárcsarnok (można powiedzieć, że w centrum miasta) i hale targowe w dzielnicy żydowskiej. Urzeknie Was ta ilość barw, smaków, zapachów... No i jak smakują brzoskwinie...
Co zobaczyć?
Poniżej zamieszczam listę "top 10" ciekawostek Budapesztu. Lista jest, oczywiście, mocno subiektywna. Warto po prostu nabyć przewodniki i wybrać to, co lubicie.
1. Dunaj i ukształtowanie terenu miasta.
Budapeszt jest przepięknie położonym miastem. Jego ogromnym atutem jest rzeka Dunaj i liczne wzgórza, które nadają miastu jakiegoś uroku. Dużą przyjemnością było po prostu cieszenie oka tym naturalnym atutem. Można wybrać się w rejs Dunajem i podziwiać miasto z perspektywy rzeki, można przysiąść w którejś z knajpek nad wodą i obserwować rzekę oraz miasto sącząc napoje, można wdrapać się na któreś ze wzgórz i podziwiać panoramę miasta z lotu ptaka, można w końcu przekraczać rzekę przez kilka mostów a każdy z nich oferuje inny widok (oczywiście bardzo malowniczy).
2. Baszta Rybacka na Górze Zamkowej.
To fragment starych murów obronnych, które kiedyś należały w tym miejscu do cechu rybaków (stąd nazwa). Dziś Baszta to wspaniały punkt widokowy i piękna budowla sama w sobie. Niestety też bardzo popularna, stąd ciągle obecne rzesze turystów i amatorów fotografii, bo zdjęcia w tym miejscu wychodzą cudne. Nie lubię tłumów, ale warto je ścierpieć dla przyjemności zobaczenia Baszty.
3. Zabytkowy funikular na Górze Zamkowej.
To nic innego jak zabytkowa kolejka, którą można wjechać na Górę Zamkową. Ruszyła już w roku 1870 i do dziś wozi licznych turystów. Nie polecam wjazdu, bo więcej zobaczycie wchodząc na własnych nogach na tę niewielką górę, ale warto przyjrzeć się zabytkowym wagonikom i pomachać do podekscytowanych turystów w środku. :)
4. Fontanna króla Macieja Korwina na dziedzińcu Hunyadich (na Górze Zamkowej, blisko Zamku Królewskiego).
Fontanna przedstawia króla Macieja Korwina na łowach. Towarzyszy mu jego giermek, przewodnik i psy myśliwskie a po bokach siedzą: włoski humanista na dworze króla- Galeotto i Piękna Ilonka. Historia związana z dziewczyną jest dość smutna, bo zakochała się w spotkanym w lesie myśliwym (nie wiedząc, że jest królem Maciejem Korwinem). Kiedy odkryła prawdę (była prostą dziewczyną z ludu, więc ta historia nie mogła dobrze się skończyć), z rozpaczy pękło jej serce.
Dotknięcie ręki Galeotta gwarantuje sukces w pracy, dotknięcie zaś łapy leżącego u jego nóg psa- wierność partnera życiowego. Do fontanny wrzucają monety też ci, którzy żywią nadzieję na powrót do Budapesztu.
5. Kościół Skalny (Góra Gellerta)
Ten niezwykły kościół zbudowany jest na zboczu Góry Gellerta, kilkadziesiąt metrów nad poziomem Dunaju, w jaskini św. Jana. Niezwykła atmosfera tego miejsca skłania do kontemplacji a miejscem zarządzają Paulini (znani w Polsce z opieki nad Jasnogórskim Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej). W kościele można wypożyczyć audioprzewodniki w języku polskim , jak również zauważyć wiele symboli związanych z Polską.
6. Liczne kąpieliska Budapesztu.
Korzystanie z kąpielisk to właściwie jeden ze sposobów spędzenia czasu w Budapeszcie. Dla mieszkańców- normalna część dnia. Węgrzy, którzy też mają za sobą niełatwą historię, kulturę korzystania z kąpielisk odziedziczyli po Turkach, którzy swego czasu podbili ten kraj. Efekt jest taki, że w całym Budapeszcie nie brakuje zabytkowych kąpielisk, w których podczas zażywania leczniczych kąpieli (często wody termalne) podziwiać można turecką architekturę (szczególnie piękne mozaiki czy płytki). Osobiście polecam dwa kąpieliska: to słynne, kąpielisko Gellerta (budynek hotelu i kąpieliska zachwyca) i troszkę oddalone od centrum miasta kąpielisko św. Łukasza.
7. Parlament.
Budynek węgierskiego Parlamentu to największy gmach parlamentarny na świecie. Naprawdę robi wrażenie. Można go podziwiać z każdej strony, choć stanowi piękną panoramę z Mostu Małgorzaty lub z przeciwległego brzegu Dunaju. Powiem krótko: nie mogłam przestać pstrykać fotek. :)
8. Bazylika św. Stefana.
Węgrzy są dumni ze swojej Bazyliki, w której przechowują najcenniejszą dla siebie relikwię- Świętą Prawicę Króla Stefana. Znane i ważne na Węgrzech są procesje Świętej Prawicy (20 sierpnia), które przyciągają tłumy. Mnie urzekło miejsce zbudowania Bazyliki, która jest jakby wciśnięta między budynki placu, brakuje tu przestrzeni i odpowiedniej ekspozycji Bazyliki. Stąd pewnie miejsce zapada w pamięć a z antresoli w kopule Bazyliki roztacza się wspaniały widok na miasto.
9. Wyspa Małgorzaty.
To propozycja dla tych, którzy chcieliby na chwilę lub dłuższą chwilę odpocząć od zgiełku miasta. Długa na 2,5 km wyspa to rozległy park, gdzie można się przechadzać wśród średniowiecznych ruin, zielonych drzew, kwiatów. Można usiąść na trawie, na ławce i po prostu pochłonąć trochę natury, złapać trochę słońca. Można wypożyczyć tu rower czy czterokołowe wózków na pedały, dzięki którym można zjeździć całą wyspę bez wysiłku. Polecam, oczywiście, własne nogi. Wyspa nie jest aż tak duża, żeby się zmęczyć przemierzając ją pieszo.:)
10. Ruinpubs.
O tych knajpkach w dzielnicy żydowskiej wspominałam już przy okazji kuchni. Nie mogę ich jednak pominąć jako celu do spędzenia wieczoru czy nocy w Budapeszcie. Knajpki urzekają swoim położeniem- wśród ruin kamienic i budynków, świetnie jednak tam wpasowane i zaaranżowane. Zjecie tu i potańczycie. Niekoniecznie należy trzymać się jednego miejsca. Polecam zmienić miejscówkę kilka razy w ciągu nocy, łatwiej wtedy poczuć atmosferę tego miejsca.
| Baszta Rybacka |
| Baszta Rybacka |
| Bazylika św. Stefana |
| Fenikuł |
| Fontanna na dziedzińcu Hunyadich. |
| Hotel i kąpielisko Gellerta. |
| Hala targowa. |
| Widok na skalny kościół i kąpielisko Gellerta. |
| Wyspa Małgorzaty. |
| Wyspa Małgorzaty. |
| Jeden z licznych mostów w Budapeszcie. |
| Panorama miasta z Góry Gellerta. |
| Budynek Parlamentu. |
| Jedna ze stacji metra. |
Komentarze
Prześlij komentarz